Jeden cień w Dolinie Mgieł
  Powrót do strony głównej
Log:
I nadszedł wreszcie czas, kiedy to mam chwilę wolno. Wszystko to z tego tytułu, że od poniedziałku zaczynają nam się rekolekcje wielkopostne i nie ma zajęć w szkole. Nie muszę więc dzisiaj się uczyć. I dobrze, bo mój organizm i psychika jednocześnie domagały się już odpoczynku.
Zacznijmy więc od wielkiego skrótu życiowego z ostatnich miesięcy:
W listopadzie rozstałam się z K. Konkretnie to on się ze mną rozstał. PO trzech dniach od tego jakże tragicznego wydarzenia dowiedziałam się, że mniej więcej od maja K. utrzymywał "dość bliskie kontakty" z jakąś inną dziewczyną. Fakt ten pozwolił mi nabrać pewnego dystansu do całej sytuacji i być może dlatego łatwiej mi było się ogarnąć po tym wszystkim. Zbliżały się święta... Nagle K. zaczął mnie męczyć smsami. Można powiedzieć, że odnowiliśmy znajomość. Po krótkim czasie okazało się, że chce wrócić i zacząć wszystko od nowa. Jako, że wiedziałam o jego "zdradzie" nie od niego samego postanowiłam sprawdzić czy chłopczyna posiada coś takiego jak kręgosłup moralny czy jednak dalej będzie brnął w kłamstwa, zapytałam więc:
- Czy przez ten cały rok, gdy byliśmy razem, byłeś ze mną do końca szczery i wierny?
- Tak.
I stało się jasne, że nie ma co sobie nim głowy zawracać. Po jakimś czasie zmusiłam go do przyznania się do winy. Rozpoczął się wielki lament i kajania. Oświadczyłam jednak, że wiem od wszystkim od listopada. I bach! Wielki bulwers. Ale jak to? Od kogo? itd. itp. etc.
Obecnie nie mamy żadnego kontaktu już. Wiem jedynie, że wybiera się na ten sam koncert co ja. Choć nie wiem po co, skoro tyle razy podkreślał fakt, że nie znosi happysadu.
A jak jest teraz?
Teraz jest wielki, ogromny pozytyw. Czuje, że jest dobrze. Oczywiście bywają dni, które przyprawiają o zawroty głowy i dają mnóstwo powodów, by popaść w kolejną depresję, ale... Jakoś nic takiego się nie dzieje. Mam świadomość, że są osoby na które zawsze mogę liczyć. Wiem, że mnie już nie zostawią. Mogę z nimi zarówno szaleć w pogo jak i płakać w ich ramionach. To wszystko sprawia, że szczęście wewnętrznie rozpiera mnie. Mam mnóstwo energii, ciągle za dużo myślę, popadam w kosmiczne konflikty, ale... nie obchodzi mnie to.
Salut!
autor Flightless Bird 01:19 13/03/10
Komentarze:
Zostaw komentarz:
Gość
Aby napisać komentarz musisz być zalogowany/zalogowana. Jeśli nie masz konta zarejestruj się.
 
Online: 0 Login i 8 Goście